Cześć...
Jak sami widzicie - postów przez jakiś czas nie ma. Nie jest to spowodowane brakiem czasu, lecz weną... Ostatnio w moim życiu zmieniło się dużo. Zrozumiałam ważne rzeczy, a także miało miejsce pewne zdarzenie. ALE ŻYJE SIĘ DALEJ! I bardzo dziękuję Paulince <3
Mia: Zamówiłam już hotel, w trivago!
Jacke: Ja nie chcę jechać! I nie pojadę!
Sophie: *bierze walizki i ciągnie Jace'a*
Ja: Poukładam sobie wszystko i wena wróci! Mam nadzieję...
No to co?
DO USŁYSZENIA!
sobota, 17 września 2016
niedziela, 28 sierpnia 2016
012 - Postać w kapturze
Słońce próbowało przebić się
przez, wielkie, i bardzo mocne okna. Jednak po wielu próbach wyglądało na to,
że się poddało. Promienie była bardzo jasne. Dobijały się do wszystkich
uchylonych szpar. Nie chciały dać spokoju. Za nic! Dzisiejszy dzień, był zaskoczeniem
dla wszystkich mieszkańców Naboo. Dotychczas zamiast słońca, panowały chmury i
deszcz. A teraz, jasne jak wiosenne żonkile – promyki, rozjaśniały cały, ciemny
dom. Wszyscy byli już spakowani, w własnoręczne walizki. Wierzyli, że
dotrą do jakieś wioski gdzie ktoś ich ugości. Jednak nie wiązali z tym dużej
nadziei
Mia spoglądała tu na lusterko, tu
na wisiorek. Przedmiot który był w łańcuszku, wydawał się być bardzo podobny to tego, co znalazła w jeziorze. Miała
dużo teorii co do znaleziska. Jednak kiedy głębiej wnika, w którąś z nich,
wydawało jej się to bzdurne i niemożliwe. Gdzieś głęboko w sercu, miała nadzieję,
że ten trop doprowadzi ich do rodziców. Jednak nie miała żadnej pewności, czy
oni w ogóle żyją. Nie posiadała dowodów, jedyne co miała to ten przedmiot.
Jednak on, nie pokazywał niczego co mogło im dać podpowiedz, o jakimkolwiek
stanie jej rodziny.
***&***
Stan Hana, pogorszał się z dnia na
dzień. Najpierw majaczył, potem drętwiały mu kończyny. A teraz nie mógł
chodzić. Nie mogli mu pomóc. Cały sprzęt wysiadł. Nie mieli jak wezwać pomocy.
Mężczyzna
był wykończony i bardzo chory. Miał sine ciało, a cerę jaśniejszą od kulki
śniegu.
– Nie powinien tak wyglądać –
oznajmiła kobieta. – Musimy zaradzić – dodała, szukając leków w małej,
walizeczce.
– Zioła? Myślisz, że pomogą? –
Złapał się z brodę, po czym podszedł do kapitana Sokoła. – Chyba nie planujesz
się przekręcić?
– Niee – oznajmił cichym i
wyczerpanym głosem.
– Tak trzymaj, wołaj jak będziesz
chciał coś. My idziemy poszukać lekarstwa, a nóż coś się trafi.
***&***
Na dworze zapadał wieczór. Słońce
schowało się na chmurami, a na niebie, pojawiały się pierwsze gwiazdy. Zrobiło
się inaczej. Znów było smutno i ponuro.
– Ruszamy! – Dał znak ręką i
wyszedł z domu.
– Idę! Sophie, chodź! – Zawołała
Mia.
– Trzymaj – powiedział i rozdał
dziewczyną, po jednym bagażu.
Walizki nie były bardzo ciężkie,
gdyż nie mieli dużo rzeczy. Większość zostawili, aby szybciej dojść do celu.
– Zobacz, tam coś jest – szepnęła
szesnastolatka.
Na drugim brzegu, szła
zakapturzona postać. Była niskiego wzrostu i miała charakterystyczne, skórzane
buty, z długimi sznurówkami. Które sunęły się za nim.
– Schowajmy się, za drzewo –
zaproponował Jack po czym cicho jak mysz, przesunął się w stronę wielkiego
dębu.
– Kto to? – zapytała Mia, a
tajemnicza postać spojrzała się w ich stronę.
***&***
Ahoj!
Na wstępie dziękuje Kiwi, bardzo.
Ten rozdział jest dziwny, i mi się nie podoba, ale cóż...
To już 12! Czas szybko leci...
Zaraz szkoła, niee...!
Ja serdecznie zapraszam na nowego bloga: KLIK
Do następnego!
NMBZT
poniedziałek, 22 sierpnia 2016
011 - Historia
Dziewczynka próbowała zrozumieć,
skąd wzięło się to lusterko. Czy ktoś je wrzucił? Miała wrażenie, że ktoś
ciągle na nich patrzy. Podgląda, widzi wszystko co robią. Ale nie wiedziała
kto. Mia postanowiła poruszyć temat. Ruszyła w stronę namiotu.
W środku pomieszczenia był Jack.
Zbierał rzeczy i ciuchy, a potem kład to na brudnej płachcie. Następnie wiązał
szmatę, i walizka była gotowa.
– Jedziemy? – Zapytała trochę zmartwiona.
– Musimy. Wiem co musisz czuć,
jesteś mała, i przepraszam, że ostatnio tak mało rozmawiamy. Wiem co przezywasz
po śmierci rodziców... – Powiedział troskliwie chłopak.
– W jakim ty świecie żyjesz?!
Nie pamiętam rodziców, umarli… Miałam trzy lata. Jedyne co mam w głowie po nich, to
wisiorek mamy i jej włosy. Spadały na moją twarz kiedy całowała mnie do snu… A
tata… Jego prawie nigdy nie było. Praca, praca i jeszcze raz praca. A kiedy
przychodził do domu, brał mnie i czytał bajki. Pamiętam jak zakańczał każdą
powieść: Oni są już zmęczeni, więc dajmy im odpocząć… A ja, wtulałam się w jego
koszulę i zasypiałam… Było cudownie, aż do momentu gdy ktoś ich nie zabrał. Z
cudownego snu wybudziły mnie krzyki. Widziałam jak ich wynoszą… Płakali, z
resztą ja też… Widziałam, że na twarzy widnieje zmarszczka która brzmi jak:
Spokojnie, będzie dobrze. Nie bój się… Wtedy przyszedłeś ty… Wziąłeś mnie i
uciekłeś – mówiła to ze łzami w oczach.
– Nie masz wrażenia, że oni tu są?
– Wiesz, czasami myślę, że
jesteś tak dojrzała. Bardziej niż ja – zaczął. – Oni są z nami… Byli i będą.
Zawsze – powiedział przytulając siostrę.
Dziewczynka zrezygnowała, z
poinformowania brata o lusterku. Nagle chłopak wyjął coś z kieszeni, brudnych
spodni. Był to mały przedmiot. Przypominający wisiorek.
– Co to? – zapytała po czym
zaniemówiła. – To należało do mamy? To jej łańcuszek! – Na te słowa, podeszła i otworzyła przedmiot.
Widniało tam zdjęcie jej rodziny. Wszyscy byli szczęśliwi. Jednak jej uwagę
zwrócił jeden przedmiot. Stan na biurku za nimi. Było to srebrne lusterko…
***&***
Skończyłam! Napisałam to w 20 minut. Pisałam to jednym tchem. Jestem bardzo zadowolona, z tego rozdziału. To już rozdział 11... szybko zleciało. W tym rozdziale dałam z siebie 100 procent. Mam nadzieję, że wam się też spodoba. No to akcja nabiera tępa! Supi! No to co, do następnego. Dziś dedyk jest z ogromnymi całusami!
A wiec dedyk dla Laury, wiesz za co :* Mam nadzieję, że wiesz! I dla Magdy, :*
Olga Diggory
wtorek, 16 sierpnia 2016
Dziękuję! ♥
W tym poście chciałabym podziękować wszystkim ludziom którzy weszli na mojego bloga.
Uwierzcie, że daliście mi tyle szczęścia i szczęścia, że nie da się tego opisać. Jestem bardzo zadowolona ze stanu mojego bloga. jestem prze szczęśliwa! Dziękuję! Dziękuje! I jeszcze raz dziękuję! *ściska mocno czytelników*
Są na tym blogu takie dwie osoby. Bardzo dużo im zawdzięczam. Nie raz mnie podnosiły przy załamce, pomagały, dawały wory weny, a co najważniejsze po prostu były. Właśnie wam moje siostrunie, chce wam podziękować. Laura i Paukina! Bardzo dziękuję 😙😙
Opublikowane posty: 10
Komentarze: 160
Liczwartek wyświetleń: 2792
Obserwujący: 6
Jestem strasznie zadowolona! Dziękuję wszystkim! 😙😚
Dziękuję Laurusi i Paulince 😚
Opublikowane posty: 10
Komentarze: 160
Liczwartek wyświetleń: 2792
Obserwujący: 6
Jestem strasznie zadowolona! Dziękuję wszystkim! 😙😚
Dziękuję Laurusi i Paulince 😚
środa, 10 sierpnia 2016
010 - Tajemnicze lusterko
Leia traciła zmysły. Była załamana
stanem „poszukiwań” Sophie. Nic nikt nie robił, nic. Luke spoglądał na mapę.
Potem notował coś, a następnie zaczął mówić:
–
Hm, moim zdaniem oni są tam – powiedział i wskazał na czerwony punkt.
Księżniczka
wstała, i podeszła do brata. Rzuciła okiem na kartkę.
–
Nie, na pewno są gdzieś indziej. Trzeba zawiadomić Yodę. Musimy to zrobić. Nie
mamy innego wyboru.
Organa
była pewna, że nie znajdą Sophie, bez pomocy zielonego gnoma. Obstawiła, że są
blisko wód. Nie miała pewności czy nie jest u Vadera. Praktycznie nie wiedziała
o jej stanie NIC. Czy żyję? Nawet tego nie… W jej głowie były różne kwestię.
– Gdzie byłeś? – blondyn zaczął
zwijać mapę.
– W pubie. Mam dobrą wieść. Spotkałem Sophie – oznajmił, a rodzeństwo osłupiało.
– Gdzie? Dlaczego nie ma jej z
tobą? – zadawała pytania Leia.
– Bo… Ona… Nie… Jest… Ach trudno
mi o tym mówić.
– Nie żyję? – powiedziała i spuściła
głowę.
– Widziałem jej pasek od kostiumu,
tuż za krzakiem obok baru. To raczej znaczy, że nie umarła.
– Zostaw go, wiesz, że ktoś mu
podał ergoscencję (Załóżmy, że to taki proszek który, robi wodę z mózgu)
– powiedział Luke, zamykając drzwi.
***
Na wodzie pływała tratwa. O dziwo
nikogo na niej nie było. Jezioro było ciche i tajemnicze. Jacke’owi wydawało
się, że to właśnie ten zbiornik z wizji... Zastanawiał się, dlaczego porzucona
tratwa tam pływa. Przyszła Mia.
– Wiesz co, to tu robi? – zapytała się
i skierowała oczy na wodę.
– Nie. Ktoś musiał nią przypłynąć.
– Kto? Myślisz, że to Sithowie? –
dziewczyna popatrzyła się na brata.
– Raczej nie. Nie przypłynęliby
takim czymś. Idź już, jutro wyruszamy.
Ośmiolatka poszła. Lecz schowała
się za grube drzewo. Jacke ruszył, nieświadomy, że siostra została nad
jeziorem.
Tuż po chwili, Mia podeszła bliżej.
Widziała, że na dnie coś leży. Przypominało to lusterko. Zanurzyła rękę. Szukała
po dnie przedmiotu. Nigdzie go nie było. Kiedy wyjęła dłoń, znów widziała to
samo.
– Hm – pomyślała. – Może to
złudzenie?
Po dłuuuugiej nieobecności jestem! Wreszcie opanowałam akapity. Jestem zadowolona, bo wprowadziłam akcję i się rozkręca. Mam pytanie do was. Czy ja dobrze piszę dialogi?
Błędy staram się eliminować, ale nie zawsze wychodzi.
Dedyk dla Vanessy za rozmowy na mess i dla Sue!
piątek, 15 lipca 2016
009 - Deszczowe dni
Był wieczór. Ciemny i ponury. Jacke myślał, że to wszystko przez wizje. Miał wrażenie, że cała galaktyka blaknie. I to wszystko przez to, że ktoś tu cierpi. Taki mały, niewinny i bezbronny człowiek. Właśnie on… Może Lord Sithów chciał kogoś słabego. Takiego, który nic mu nie zrobi. Chłopak myślał, że Vader bał się mocniejszych. Ale dlaczego to mu (Czyli Jacke’owi) pokazała się ta wizja?
Zapadała noc, było coraz ciemniej i ciemniej. Chłopak odprowadził Sophie na łąkę, tam czekała Mia.
– Co tak długo? – zapytała ośmiolatka. – Nie było was w ogóle słychać. Rozmawialiście?
– Co ty taka ciekawa? Idź spać, i weź ze sobą Sophie.
– Jacke, pogadamy? – spytała się kolejny raz, szesnastolatka.
– Jutro. Jestem zmęczony, z resztą wy też. Musisz "otrzeźwieć"
Dziewczyny udały się do namiotu. Mia pomimo młodego wieku, czuła, że coś nie gra. Podejrzewała, że ktoś cierpi. Ktoś kogo znała. Chciała powiedzieć to bratu, lecz nie wiedziała jak. Najpierw upewniła się czy, szesnastolatka śpi. Ośmiolatka wstała, i cichutko szła ku wyjściu. Nagle usłyszała szelest. Była to kołdra nastolatki.
– Błagam, błagam – powtarzała pod nosem.
– O co tak prosisz? Daj spać – powiedziała zaspana szesnastolatka.
– Przepraszam, a teraz już się się kłać.
Noc
była zimna, chociaż w dzień było dosyć ciepło. Mia wiedziała, że Sophie walnęła
się w głowę, i straciła tak zwany rozum. Myśli jak dziecko. Pyta się o rzeczy,
jasne jak słońce. Na przykład o to, dlaczego koty mają sierść…
____________________________________________________
____________________________________________________
Cześć
Na początku chciałam przeprosić za taki krótki i beznadziejny rozdział. Parę osób wie, co mi jest i to dlatego. Nie umiem teraz pisać, a wstawić coś musiałam. Lord Sithów! Jest zły. Z następnych rozdziałach będę skupiać się na tej wizji i na Jacke'u. Więc temat Mii, Luke'a, Hana, Lei i Sophie na chwile uciszą się. Akapity mi się psują, Wszystko idzie jak nie powinno. Takie życie... Myślałam, że rozdział będzie dłuższy, no ale nie jest. Błędy... o tym już nie wspomnę.
Dedyk dla: Pauliny i Vanessy, zawsze mogę się na was oprzeć i wyżalić ^^
Dziękuję dziewczyny
Niech Moc Będzie Z Wami
poniedziałek, 27 czerwca 2016
008 - Powtórka z rozrywki (wizji)
Wizja Jacke’a była okropna.
Krew i te straszne głosy... Pot lał się, jak największy wodospad. Cały czas
miał w głowie ten okropny krzyk. Mrożący krew w żyłach, najokropniejszy jaki
dotychczas słyszał. Była to kobieta z krwią…. Dużo krwi… Tylko na jednej kobiecie.
Obok, było morze (jak by co, to cały czas mówię o
tej wizji). Nie była to zwykła woda, lecz łzy. Na tafli były twarze,
małych dzieci oraz trupy. Nawet dla twardziela, ten widok był by przerażający. Okropny
i tajemniczy. Małe istoty leżały umarłe w wodzie. DLACZEGO? Kto to zrobił? Co
ta wizja miała mu dać? Ostrzeżenie?
Najgorsze było to, ze kiedy tylko przypomniał o tej wizji. Słyszał ten krzyk.
Ach… Jaki był on okropny… Postanowił
powiedzieć o tym Sophie. Szedł w stronę jeziora. Szesnastolatka siedziała tam z
Mią.
– Możemy pogadać? – skierował wzrok na nastolatkę.
– Zostaniesz? – zapytała ośmiolatki.
– Ale przyjdziesz?
– Tak, ale uważaj na siebie i na nogę – powiedziała i
spojrzała na opatuloną bandażem, kończynę.
Idąc, dziewczyna przypomniała sobie o jej rodzicach. Gdyby jej nie zostawili, nie
było by żądnej złej rzeczy w jej życiu. Tak myślała. Nie mogła myśleć cały
czas, że życie jest kolorowe i nigdy nie robi krzywd. A jednak wmawiała sobie,
że na świecie są ludzie dobrzy. Tylko tacy. Myślała jak dziecko. Wiedziała, że
jest to wielki błąd, ale mimo to, nie chciała w to wątpić. Ani trochę.
– Nad czym tak rozmyślasz? – zapytał Jacke, mijając opadnięte krzewy.
– Po co jest zło?
– Mhm – zaśmiał się. – Nie wiesz? Myślę, że znasz
odpowiedz.
– Jasne, że znam.
– To dlaczego się pytasz?
Chłopak zapomniał, że miał powiedzieć jej o swojej wizji.
Był zszokowany pytaniem Sophie. Uważał, że nastolatka dobrze znała odpowiedz.
Nie był by zdziwiony kiedy jego siostra, zadał by mu to pytanie. Ale, że
szesnastoletnia dziewczyna się o to pyta. Czy to jest normalne? I nastąpiło to
czego obawiał się od początku dnia. Ten krzyk. Znowu on. Co to miało dać? Co?!
***
Leia obmyślała plan. Myślała nad min już dwa dni, jednak nic z tego nie było. Nic a nic. Han przestał interesować się wszystkim. Jedyne co go obchodziło to kiedy będą z tąd odlatywać. Wszyscy mieli Sophie w nosie. Wszyscy oprócz księżniczki. Ona jedyna szukała jakiegoś mądrego rozwiązania.
– Może byś się ruszył? – zwróciła się do Luke’a.
– Mam mapę,
są tu wszystkie miejsca na Naboo.
– I co?
Myślisz, że ona akurat tam będzie?
– Jest
duża szansa, że tak – dumnie powiedział.
Han wstał
z fotela i spojrzał za okno. Powiedział:
– Ale
piękna pogoda. Co nie?
Leii i
Lukowi, wydawało się, że ich dotychczas, mądry i opiekuńczy kolega, wziął
jakieś prochu lub wypił coś zepsutego. Bo co inaczej mogło na niego tak
działać? Jeszcze nigdy się tak nie zachowywał. Zawsze był odpowiedzialny. Nawet
na początku misji, strasznie obawiał się o Sophie. A teraz? Nic nie robił. Myślał tylko o sobie. Jeszcze nigdy się tak nie zachowywał.
____________________________________________________
____________________________________________________
Hej
Jestem z tego rozdziału mega zadowolona. Nie wiem, ale pisze mi się jakoś wenowo. Nowe słowo! Mam dużo weny i mam już 10 rozdział! Jestem mega z siebie dumna. Co ja tu miałam napisać? Mhm... A no tak! Wonderrfull W, kim jesteś? Jesteś członkiem mojego bloga, ale zero komów od ciebie... Ujawnij się, proszę. Wakacje! 20 lipca wyjeżdżam, więc rozdziałów nie będzie. Zuza! Dziękuję (<3) Wielkie dzięki! Wiesz za co! Hi hi hi. Eira! Wróciłaś! Juhu! Ile tych wykrzykników xD Pomocy akapity mi szwnkują!
A teraz pora na dedyki.
Więc dedyk for: Eira i Zuza
NMBZW
Olga
Subskrybuj:
Posty (Atom)